poniedziałek, 3 lipca 2017

Miasto? Nie, dziękuję...

Kiedy kilka lat temu podjęliśmy decyzję o przeprowadzce na wieś, w rejon, którego kompletnie nie znaliśmy, nie zastanawialiśmy się jak będzie się tu żyło. Chcieliśmy zaszyć się w lesie, w drewnianym domku,  z dala od zgiełku miasta i spalin. Nauczona doświadczeniem wiedziałam, że nie dla mnie kariera, bo nie jestem w stanie poświęcić się dla niej całkowicie fałszywie szczerząc zęby do osób, z którymi poza pracą niewiele mnie łączyło. Zamiast tracić energię na makijaż, manicure, pedicure, fryzjera czy co tam jeszcze, chciałam ją spożytkować w inny sposób...

Przyznam, że TUTAJ czasami żyje się ciężko. Szczególnie wtedy, gdy potrzebujesz nowych bodźców, bo przecież każdy ich potrzebuje... Na wsi takiej jak TA, niewiele się dzieje a to czasami może być frustrujące.

Całkiem niedawno wyruszyłam po owe bodźce do MIASTA ale okazało się, że nie była to dobra decyzja :/.  Z wycieczki wyciągnęłam wniosek następującej treści: miasto mnie przeraża!!! Anonimowość zmęczonych ludzi, ciągły pośpiech. Ludzie nie odwzajemniają tu uśmiechu, nie mają czasu na rozmowę... Coraz mniej "ulicznych" muzyków, pewnie dlatego, że nikt już nie przystaje, by ich posłuchać... Ach...  Są za to prestiżowe festiwale, imprezy plenerowe, gdzie z integracją jest równie ciężko...

Dlatego dochodzę do wniosku, że dobrze, że jestem TUTAJ. Mogę chodzić w podartych jeansach, z pomalowanymi farbą palcami, rozczochrana, nieumalowana.... Mogę wyjść boso na podwórko, wyjść na taras i pograć na bębnie, czy gitarze. Mogę pobiegać z psem na łące, uśmiechnąć się do wiewiórki, pogadać sama ze sobą nie kryjąc się przy tym za komórką :)
W sklepie pogadam o pierdołach, kiedy powiem "dzień dobry" to usłyszę odpowiedź. Mogę się uśmiechać do innych i nikt nie uzna mnie za wariatkę (przynajmniej taką mam nadzieję :) A znajomi, którymi się otaczam (choć niewielu ich tu wytrwało) w zupełności mi wystarczą, bo zostali Ci, którzy tak jak ja, gdzie indziej nie potrafiliby żyć...

Podsumowując: krótkie wypady do "wielkiego miasta" są mi potrzebne, ale tylko po to, by docenić to, co mam, otrząsnąć się z "wiejskiego marazmu"  i nabrać chęci do dalszej pracy, bo główną inspiracją jest to, co otacza mnie właśnie TUTAJ.  No cóż, taka sobie ze mnie wiejska baba :)

Zresztą, spójrzcie na to, co urodziło się ze mnie całkiem niedawno :)  Las, rzeka, łąka, kwiaty... - mój dom, moja inspiracja :)
















Z drugiej strony szczerze podziwiam ludzi, którzy decydują się żyć w mieście i potrafią dostosować się do tego szalonego tempa - dla mnie to rzecz niewykonalna. Pozdrawiam Was ciepło :)



1 komentarz:

  1. Same przeurocze zwierzaki. :D
    Sama mieszkam w mieście i na wsi, i mam porównanie jak nawet małe miasto jest strasznie anonimowe. Brak mi też przyrody i widoku wschodu słońce.

    OdpowiedzUsuń