piątek, 16 czerwca 2017

Fiśnięty koń :)

Ktoś mi kiedyś powiedział, że zabawki które tworzę są do mnie podobne... Hmm, nie wiem, czy to prawda, wiem natomiast, że każda zabawka, którą tworzę oddaje mój nastrój... Każda z nich rodzi się z uczuć, które w danym momencie w sobie noszę... Niemożliwe jest dla mnie stworzenie dwóch identycznych zabawek i chyba na tym właśnie polega tworzenie.

Fiśnięty Koń rodził się dość długo. Jak wiecie, nie jestem krawcową i szyć uczę się w przerwach między wyrzynaniem a dzierganiem, ale miałam ogromną ochotę go uszyć i dopięłam swego.
Koń musiał być fiśnięty, bo od dłuższego czasu sama tak się czuję, trochę niedopasowana do reszty (pewnie w odpowiedzi na to, co dzieje się wokół)... Zatęskniłam za zieloną trawą, pachnącą ziołami łąką, śpiewającymi ptakami, bzyczącymi owadami i niczym nie skrępowaną wolnością. A kiedy jeszcze za płotem pojawiły się te maki, to musiał powstać i On :)
(całe szczęście maki dotrwały do efektu końcowego :)

A czy Fiśnięty Koń jest do mnie podobny, możecie ocenić sami... Cóż, może ten obłęd w oczach a może po prostu łączy nas miłość do spacerów i wylegiwanie się na kwiecistej łące :)






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz