środa, 21 czerwca 2017

Miniatury

Wszystko zaczęło się od pewnego zamówienia...

Któregoś dnia poproszono mnie o laleczkę. Miała to być wesoła brunetka w granatowej sukience i czapce z dużym pomponem... i miała być bardzo malutka, by mogła zmieścić się w dłoni.
Co prawda szydełkowałam już małe aniołki ale te jednak nie mieściły się w dłoni i powiem szczerze, że miałam pewne obawy...

Ale wyzwanie, to wyzwanie - przecież JA nie mogę się go nie podjąć ;)

I oto powstała; odrobinę większa niż Calineczka :)





I wtedy właśnie, jak mówi ośmioletni Emanuel,  przyszła "faza" na małe... Powstał miś z czekoladowym tortem...









...i mały jeżyk z poziomką










I "faza" wciąż trwa :)

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Anioły spersonalizowane

Anioły, które zobaczycie poniżej wykonałam na specjalne zamówienie. Każdy na specjalną okazję, każdy dla szczególnej osoby... Cieszę się, że mogę w tym obdarowywaniu innych uczestniczyć :)

Dla Leśnika i Rudowłosej :)






Anioł szczególnie wyluzowany :)




Dla pewnej Siostrzenicy...




...i Mamy






...a na koniec jeszcze taka oto uśmiechnięta panienka.







i dwa rozmiauczone koty...






...zdobione kolorowymi agatami  :)

piątek, 16 czerwca 2017

Fiśnięty koń :)

Ktoś mi kiedyś powiedział, że zabawki które tworzę są do mnie podobne... Hmm, nie wiem, czy to prawda, wiem natomiast, że każda zabawka, którą tworzę oddaje mój nastrój... Każda z nich rodzi się z uczuć, które w danym momencie w sobie noszę... Niemożliwe jest dla mnie stworzenie dwóch identycznych zabawek i chyba na tym właśnie polega tworzenie.

Fiśnięty Koń rodził się dość długo. Jak wiecie, nie jestem krawcową i szyć uczę się w przerwach między wyrzynaniem a dzierganiem, ale miałam ogromną ochotę go uszyć i dopięłam swego.
Koń musiał być fiśnięty, bo od dłuższego czasu sama tak się czuję, trochę niedopasowana do reszty (pewnie w odpowiedzi na to, co dzieje się wokół)... Zatęskniłam za zieloną trawą, pachnącą ziołami łąką, śpiewającymi ptakami, bzyczącymi owadami i niczym nie skrępowaną wolnością. A kiedy jeszcze za płotem pojawiły się te maki, to musiał powstać i On :)
(całe szczęście maki dotrwały do efektu końcowego :)

A czy Fiśnięty Koń jest do mnie podobny, możecie ocenić sami... Cóż, może ten obłęd w oczach a może po prostu łączy nas miłość do spacerów i wylegiwanie się na kwiecistej łące :)