środa, 23 sierpnia 2017

Smutno wokół...

Miałam wiele nowych pomysłów i dużo energii na ich realizację... Pomysły zostały ale energii jakby mniej. Wszystko przez nawałnicę, która postanowiła spustoszyć Bory. 

W feralny piątek nie było mnie w domu... W sobotę wieczorem wróciłam i nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Drzewa przełamane na pół, bezlitośnie wyrwane z ziemi, jakby przez las przedzierał się tłum olbrzymów depcząc wszystko wokół... Do dziś nie mogę się jakoś do końca pozbierać. Pobliski las, który był dla mnie wytchnieniem, dziś płacze... ptaków jakby mniej... nie ma wiewiórek... jest ciszej. A to tylko namiastka tego, co dzieje się wokół, bo zaledwie 10 km stąd ludzie przeżywają największy koszmar swojego życia... :( 

Zrobiłam kilka zdjęć, ale nie będę ich tu prezentować, bo myślę, że wszyscy już widzieli, co tu się wydarzyło...
Zamiast tego spróbuję ożywić trochę ten las za pomocą zdjęć, które zrobiłam kilka tygodni temu. 


Wilki zdobione agatem... 












...

wtorek, 11 lipca 2017

Spacer o świcie

Kiedy masz w domu psa, to nawet dzień wolny staje się dniem bardzo zajętym. Wtedy zazwyczaj musisz wstać wcześniej niż byś tego chciał, nie ważne, czy za oknem świeci piękne słońce, szaleje wichura, czy pada deszcz. Według psa każdy czas, każda pogoda jest idealna na spacer.

Rano budzi Cię ciepły, nieświeży oddech pupila, tudzież "mokrość" na palcach u stóp, lub też wilgotny nos przytknięty do twojego nosa. Słyszysz przy tym bardzo irytujące, cichutkie popiskiwania...Otwierasz oczy i po drugiej stronie widzisz wielkie brązowe ślepia, z których z łatwością możesz wyczytać: "Wstawaj, siku muszę!"

Wtedy wiesz, że właśnie nadszedł TEN CZAS... Wstajesz z łóżka próbując się ubrać, gdy pies radośnie tańczy wokół Ciebie. Tak naprawdę nie wiesz czy jego zachowanie to bardziej przez "muszę siku", czy z może z radości, że po raz kolejny udało się wyciągnąć właściciela z łóżka...
Ochlapujesz twarz zimną wodą, trzy razy machasz szczoteczką do zębów (bo na więcej według psa nie ma czasu), nakładasz buty próbując zawiązać sznurówki i w końcu wychodzisz z domu. Idziesz wolnym krokiem, pochylając się czasami, by znaleźć jakiś patyk do zabawy, który zaakceptuje Twój czworonożny przyjaciel, bo nie każdy patyk się oczywiście do tego nadaje. Musi być odpowiednio długi, odpowiednio gruby, odpowiednio ciężki, itd...
Z każdym nowym rzutem nabierasz świeżej energii i coraz szerzej otwierając oczy od czasu do czasu  spoglądasz pod nogi i widzisz... "TO". Wtedy budzisz się na dobre, oczy stają się jak obrane błyszczące kartofle, zaczynasz myśleć, w głowie powstają projekty i spływa na Ciebie taka boska energia, która daje chęci na dalszy spacer.

A co takiego znajdujesz pod swoimi stopami?
Otóż pod stopami, wśród sterty suchych liści, gałązek i trocin leżą sobie takie trzy... drewienka.




Niby nic, ale doskonale będą się komponować z ... Wystarczy je tylko delikatnie podszlifować, ozdobić kawałkiem sznurka i przytulić do nich.... Wilka  :)








Życie ma sens ;)

środa, 5 lipca 2017

Zapach palonego drewna :)

Na dłużej zostaję z Wyrzynarką, bo zatęskniłam już za zapachem palonego wiertłem drewna, choć może niekoniecznie za wszędzie unoszącym się pyłem i wyglądem piekarza pod koniec dnia... 
Mimo to wyrzynam, szlifuję, wiercę, maluję i kleję, i gdyby nie psiaki, które co jakiś czas wielkimi oczyma proszą o zabawę i spacery, stałabym tak od rana do wieczora, aż szkła od okularów przestałyby spełniać swoją funkcję a kręgosłup zastygłby w jednej pozycji trudnej do skorygowania...

Efektem mojego nałogowego wyrzynania jest masa przeróżnych ozdób, małych i dużych, w tym też aniołów. Ale dziś tylko namiastka - małe figurki i kilka koni, które (jeśli zdarzy Wam się być w Borach) spotkacie na zaprzyjaźnionym stoisku w Fojutowie.  




,







 :)

poniedziałek, 3 lipca 2017

Miasto? Nie, dziękuję...

Kiedy kilka lat temu podjęliśmy decyzję o przeprowadzce na wieś, w rejon, którego kompletnie nie znaliśmy, nie zastanawialiśmy się jak będzie się tu żyło. Chcieliśmy zaszyć się w lesie, w drewnianym domku,  z dala od zgiełku miasta i spalin. Nauczona doświadczeniem wiedziałam, że nie dla mnie kariera, bo nie jestem w stanie poświęcić się dla niej całkowicie fałszywie szczerząc zęby do osób, z którymi poza pracą niewiele mnie łączyło. Zamiast tracić energię na makijaż, manicure, pedicure, fryzjera czy co tam jeszcze, chciałam ją spożytkować w inny sposób...

Przyznam, że TUTAJ czasami żyje się ciężko. Szczególnie wtedy, gdy potrzebujesz nowych bodźców, bo przecież każdy ich potrzebuje... Na wsi takiej jak TA, niewiele się dzieje a to czasami może być frustrujące.

Całkiem niedawno wyruszyłam po owe bodźce do MIASTA ale okazało się, że nie była to dobra decyzja :/.  Z wycieczki wyciągnęłam wniosek następującej treści: miasto mnie przeraża!!! Anonimowość zmęczonych ludzi, ciągły pośpiech. Ludzie nie odwzajemniają tu uśmiechu, nie mają czasu na rozmowę... Coraz mniej "ulicznych" muzyków, pewnie dlatego, że nikt już nie przystaje, by ich posłuchać... Ach...  Są za to prestiżowe festiwale, imprezy plenerowe, gdzie z integracją jest równie ciężko...

Dlatego dochodzę do wniosku, że dobrze, że jestem TUTAJ. Mogę chodzić w podartych jeansach, z pomalowanymi farbą palcami, rozczochrana, nieumalowana.... Mogę wyjść boso na podwórko, wyjść na taras i pograć na bębnie, czy gitarze. Mogę pobiegać z psem na łące, uśmiechnąć się do wiewiórki, pogadać sama ze sobą nie kryjąc się przy tym za komórką :)
W sklepie pogadam o pierdołach, kiedy powiem "dzień dobry" to usłyszę odpowiedź. Mogę się uśmiechać do innych i nikt nie uzna mnie za wariatkę (przynajmniej taką mam nadzieję :) A znajomi, którymi się otaczam (choć niewielu ich tu wytrwało) w zupełności mi wystarczą, bo zostali Ci, którzy tak jak ja, gdzie indziej nie potrafiliby żyć...

Podsumowując: krótkie wypady do "wielkiego miasta" są mi potrzebne, ale tylko po to, by docenić to, co mam, otrząsnąć się z "wiejskiego marazmu"  i nabrać chęci do dalszej pracy, bo główną inspiracją jest to, co otacza mnie właśnie TUTAJ.  No cóż, taka sobie ze mnie wiejska baba :)

Zresztą, spójrzcie na to, co urodziło się ze mnie całkiem niedawno :)  Las, rzeka, łąka, kwiaty... - mój dom, moja inspiracja :)
















Z drugiej strony szczerze podziwiam ludzi, którzy decydują się żyć w mieście i potrafią dostosować się do tego szalonego tempa - dla mnie to rzecz niewykonalna. Pozdrawiam Was ciepło :)



sobota, 1 lipca 2017

Dzień Psiaka...

... już dziś.  Nie pamiętałam o nim, bo dla mnie ten dzień trwa cały rok :) Najlepszego Kudłacze!!!



W moim ogrodzie...

...prócz lawendy i truskawek pojawiły się tajemnicze, rozczochrane, kolorowe skrzaty. Nikt nie wie, po co przyszły i czego szukają... :)

















Ale fajnie, że są ;)