czwartek, 30 kwietnia 2015

Cogito ergo sum. Zamyślony kot.


Były myszy, czas na kota...Ponownie włóczka moherowa, tym razem w różnych odcieniach szarości. Mały dzwonek na szyi, żeby kot nam się nie zagubił... Niestety kotowaty nie chciał stać samodzielnie, więc trzeba było mu trochę pomóc a że po krótkiej fascynacji biżuterią zostały mi wyszlifowane brzozowe krążki, użyłam jednego jako podstawki.  Kot został nadziany na patyk, ale z łatwością można go stamtąd ściągnąć, gdyby był potrzebny do przytulania :)
W oczach kota wyraźny błysk, który pozwala sądzić, że  to nie byle jaki kocur... stąd ta dodatkowa tabliczka :)





 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz