środa, 8 stycznia 2014

Decoupage'owe podróże po Afryce



Kolejna porcja na talerzu z biżuterią...

By uczynić zadość tradycji, znów zaproponuję naturalne materiały: drewno, trochę sklejki i lniany sznurek... Jednak dziś inna technika, do której jakoś długo nie mogłam się przekonać. Może dlatego, że zbyt mocno kojarzyła się z aniołkami na szkatułkach i bożonarodzeniowych bombkach, czy ziołowymi wariacjami na herbacianych tacach...

Czekałam cierpliwie ale niespecjalnie. Materiały decoupage'owe omijałam z daleka i długo nie były one obiektem moich zainteresowań....
Aż tu nagle..pewnego dniaaaa, który może był słoneczny, a może i deszczowy, nie pamiętam (bo i trudno zapamietać dzień, którego połowę spędza się w garażu czy na poddaszu), dopadła mnie chęć na "serwetkę". Ale nie na jakąś tam serwetkę a właśnie tą, na której widniały afrykańskie kobiety; serwetkę w ciepłych kolorach czerwieni, brązu, żółci i pomarańczy, na której widać było ruch....

...i spróbowałam...a czy próby się powiodły? ...ocenicie zapewne sami :)









                                      



                                      



                                      



  


Jedna serwetka, cztery mozliwości :)


                                   

                                     

Jutro koty...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz