sobota, 18 stycznia 2014

Śnieg, sikorki, grube druty i ciepła herbata, czyli relaks przy kominku...


Za oknem miękka kołdra śniegu i mnóstwo sikorek łapczywie łykających słonecznik, jakby brały udział w jakichś przedziwnych zawodach w jedzeniu...Mój nos wyraźnie odczuwa już temperatury poniżej zera i pomyślałam, że to doskonały czas, żeby wrócić do grubych i ciepłych swetrów.
Wyciągnęłam ogromne druciska (te, które od pewnego czasu nie przestają do mnie mrugać z pudła), grubą, aczkolwiek delikatną włóczkę i z ciepłą herbatą zasiadłam przy kominku, by rozpocząć nowe "dzieło"... Na chwilę znikam, następuje cisza, niczym nie zmącone liczenie oczek, spokój w duszy i relaks...

Tradycyjnie nie zaskoczę nikogo skomplikowanym wzorem. Nie będzie warkoczy, ażurowych splotów czy koronek...Prosto, za to z obszernym elfim kapturem....

Sweter składa się z dwóch części:  zdejmowanego komino-kaptura i całej reszty :)








wtorek, 14 stycznia 2014

Filcowa listonoszka, czyli nauka tańca z maszyną do szycia...


Zapragnęłam mieć listonoszkę.....Hmmm, nie wiem dlaczego zyskała ona nazwę „torebki w stylu Cambridge”, i jako „blogerska torebka” robi karierę. Mi przypomina ona raczej nasz stary dobry tornister, którego (jak ponad 90% kolegów i koleżanek z klasy) byłam posiadaczem w pierwszych latach podstawówki. No, ale cóż....przyznaję....na modzie się nie znam i nie podążam za trendami. Być może różnice są ogromne a ja ich po prostu nie widzę.

Lubię duże torby. Małe torebki wydają mi się zupełnie niepraktyczne. Pomieszczą portfel i może jabłko, a gdzie miejsce na....całą resztę?
Problem w tym, że większość toreb, które przypadną mi do gustu okazują się skórzane, a te, które takowe nie są,  nie budzą mojego nadmiernego zainteresowania...
Jako niejadacz mięsa nie napędzam rynku kaletniczego, lub jak kto woli skórzanego....Powzięłam więc odważną decyzję o szyciu...

Kto, by się spodziewał, że właśnie przy maszynie do szycia padnie z moich ust najwięcej niecenzuralnych słów...a to przy wkłuwaniu szpilek w  (jak by się mogło zdawać) materiał, a to gdy za mocno dodam gazu i igła powędruje nie w tę stronę, w którą bym sobie życzyła ....ale posiadanie charakteru zbliżonego do Osła ze Shreka bardzo pomaga...

W przypływie natchnienia i emocji związanych z szyciem powstały trzy torby, do których wykorzystałam bardzo gruby i dość sztywny filc: 

Nr 1 to tradycyjny tornister z paskiem - listonoszka





Nr 2 to trochę mniej tradycyjna torba z Sową:




Nr 3 to czarny "chlebaczek":




Przyznaję, że krawcowa ze mnie żadna i torby może nie są najpiękniejsze, ba... pewnie sporo im jeszcze brakuje, by podbić serca żyjących w świecie mody i stylu, ale nie o to mi chodziło. 

Chciałam mieć listonoszkę...nie skórzaną ani skóropodobną....Chciałam mieć torbę, którą wegetarianka mogłaby nosić bez wyrzutów sumienia :)

czwartek, 9 stycznia 2014

Koty


Dziś kontynuacja tematu wczorajszego, czyli decoupage. W roli głównej – KOTY.


Za sprawą kilku znajomych na chwilę dałam się wciągnąć w „koci szał”, choć stanowczo wolę psy i to one towarzyszą mi przez całe życie...Dlaczego nie koty?...Chyba za bardzo jestem do nich podobna: chodzę własnymi ścieżkami i nie znoszę, gdy kotś ingeruje w moje życie...
Koty są fascynujące, ale lubię je obserwować z daleka, do psów się przytulam :)

Wracając do kotów...

Dwustronny wisior zrobiony z drewna i sznurka, i  również dwustronne kolczyki:




                                
                            



Dwa małe wisiorki, także drewno i lniany sznurek:










środa, 8 stycznia 2014

Decoupage'owe podróże po Afryce



Kolejna porcja na talerzu z biżuterią...

By uczynić zadość tradycji, znów zaproponuję naturalne materiały: drewno, trochę sklejki i lniany sznurek... Jednak dziś inna technika, do której jakoś długo nie mogłam się przekonać. Może dlatego, że zbyt mocno kojarzyła się z aniołkami na szkatułkach i bożonarodzeniowych bombkach, czy ziołowymi wariacjami na herbacianych tacach...

Czekałam cierpliwie ale niespecjalnie. Materiały decoupage'owe omijałam z daleka i długo nie były one obiektem moich zainteresowań....
Aż tu nagle..pewnego dniaaaa, który może był słoneczny, a może i deszczowy, nie pamiętam (bo i trudno zapamietać dzień, którego połowę spędza się w garażu czy na poddaszu), dopadła mnie chęć na "serwetkę". Ale nie na jakąś tam serwetkę a właśnie tą, na której widniały afrykańskie kobiety; serwetkę w ciepłych kolorach czerwieni, brązu, żółci i pomarańczy, na której widać było ruch....

...i spróbowałam...a czy próby się powiodły? ...ocenicie zapewne sami :)









                                      



                                      



                                      



  


Jedna serwetka, cztery mozliwości :)


                                   

                                     

Jutro koty...

wtorek, 7 stycznia 2014

Bursztyn


Wybrzeże najpiękniej wygląda jesienią i wczesną wiosną, kiedy plaża jest pusta i można bez przeszkód wsłuchiwać się w muzykę wiatru, mew, lasu i fal. Jesień jest szczególna, bo właśnie o tej porze roku morze wyrzuca na brzeg duże ilości bursztynu o różnorodnych kolorach i kształtach....Tak przynajmniej bywało kiedyś, bo dziś trudno jest znaleźć bursztyn większy od powiedzmy...biedronki...

Od dziecka lubiłam rogrzebywać patykiem morski, mokry piasek, by wśród białych muszelek znaleźć skarb - skamieniałą żywicę sprzed 40 milionów lat... Potem wkładałam te skarby do pudełeczka, potem następnego i następnego...i tak przez ponad 20 lat, dopóki morze było blisko mnie...

Ostatnio otworzyłam stare pudełka, drewnianą szkatułkę i kilka szklanych butelek, w których przez długie lata przechowywałam moje znaleziska....Dziś wyglądają równie pięknie jak wtedy i nadal uśmiecham się na ich widok....To rzeczywiście wielkie skarby, tym cenniejsze, że związane ze wspomnieniami...

Pomyślałam sobie, że powinnam je wreszcie uwolnić z tych wszytkich pudełek....

Tak zaczęły powstawać wisiory, których zdjęcia umieszczam dzisiaj....Ramki oczywiście wycinałam z deseczek i listewek,  nie zapomniałam też o sznurku lnianym.  Bursztyny pozostały "surowe", takie jakie znalazłam kilkanaście lat temu... Podszlifowałam jedynie krawędzie, żeby idealnie przylegały do ramki....

Popatrzcie, co kiedyś można było znaleźć na plaży podczas długich jesiennych spacerów z psem  :)

 

Pozwólcie, że jako ciekawostkę zacytuję fragment książki  K. M. Greli  pt. Kryształy i kamienie półszlachetne, która opisuje oddziaływanie bursztynu na nasze zdrowie i samopoczucie: 




Bursztyn "pomaga nam przyjąć słoneczną postawę życiową, czyli decydować i działać zamiast zdać się na los. Przywraca wiarę w siebie i siłę przebicia. Wzmacnia wolę. Daje aktywność i żywotność...





...Gdy czujemy się osłabieni, zmęczeni i zniechęceni, warto włożyć na siebie bursztyny, korale bądź pojedynczy kamień czy broszkę...






                                                 



...Proszek bursztynowy od dawna stosuje się przy dolegliwościach dróg oddechowych, a zwłaszcza astmy (zmieszany z wodą - do picia lub jako nalewka spirytusowa - do nacierania)....


                                  


 ...Bursztyn bywa skuteczny przy nadciśnieniu.....






...bądź, gdy dokucza nam gardło czy mamy problemy z tarczycą, a także w dolegliwościach reumatycznych...





....Bardzo skuteczne jest również nacieranie bursztynowym spirytusem."





No i proszę, jakim niezwykłym amuletem i lekarstwem może być nasz BURSZTYN...

No cóż, zapraszam nad morze, może dopisze Wam szczęście :)







poniedziałek, 6 stycznia 2014

Ciepło drewna, kamieni i sznurka...


  
Pozwólcie, że przedstawię kilka zdjęć z biżuterią, jaką udało mi się wyczarować za pomocą wyrzynarki, drewna, odrobiny sznurka, kleju i KAMIENI  PÓŁSZLACHETNYCH. Celowo pokreślam tu kamienie, bo prócz drewna, lnu, sznurka, bawełny.....i jeszcze kilku innych skarbów (które przedstawię zapewne  w następnych wpisach) kamienie półszlachetne są mi bardzo bliskie...

Dawno temu będąc w Wielkiej Brytanii, przez przypadek trafiłam do małego sklepiku o tajemniczej nazwie „Black Market”. Sklepik znajdował się na Piece Hall - uroczym miejscu - w Halifax i coś tajemniczego mnie tam przyciągnęło....

W sklepiku można było znaleźć koraliki, półfabrykaty do biżuterii, kadzidełka, świeczniki, domki zapachowe, płyty z muzyką ziemi...i oczywiście kamienie półszlachetne i szlachetne. Wśród nich były bursztyny, tygrysie oko, koralowce, ametysty, kamienie księżycowe, turkusy i wiele, wiele innych.... 
Będąc w Halifax,  przy każdej nadażającej się okazji odwiedzałam to niezwykłe miejsce...i nigdy nie wychodziłam z pustymi rękami :)

Są różne teorie na temat dopasowywania kamieni do człowieka. Jedna z nich mówi, że każdy znak zodiaku ma swój kamień i jemu powinniśmy pozostawać wierni. Inna mówi, że najpierw powinniśmy  sprawdzić czy kamień jest odpowiedni dla nas poprzez trzymanie go w dłoni; jeśli dość szybko się ogrzeje, to wybór jest dobry,  jeśli pozostanie zimny,  powinniśmy szukać dalej.
Ja wiem jedno, to nie człowiek odnajduje kamień a kamień odnajduje człowieka. Są dni, kiedy lubię być blisko bursztynu, innym razem zabieram ze sobą tygrysie oko, jeszcze innym nie rozstaję się z turkusem czy jaspisem...Wszystko zależy od nastroju duszy....
Prawda jest taka, że dobrej energii potrzebuje każdy z nas, trudno jest jej jednak „dotknąć” póki pozostajemy zamknięci..... Ja czerpię energię z kamieni, roślin (olejków) i przede wszystkim dobrych ludzi :)... 


Poniżej kilka zdjęć tego, co udało mi się stworzyć z drewna, lnianego sznurka i kamieni:


Karneol

Podobno pomaga wyrażać uczucia i myśli, otworzyć się na otoczenie i czerpać radość z tego, co jest obok nas a przede wszystkim "wyzwala twórczą postawę w życiu” ( "Kryształy i kamienie półszlachetne" K. M. Grela)


Karneol
Karneol
Karneol


 Koralowiec czerwony

Kamień kojarzony przede wszystkim z miłością, zdrowiem, płodnością, siłą i dobrobytem; kamień,  który łączy człowieka z energią przyrody.
Ciekawostka: jeśli nasz organizm jest osłabiony, czujemy się zmęczeni lub chorzy noszone przez nas korale bledną...gdy powraca humor i siły, korale nabierają koloru intensywnej czerwieni.

Koralowiec czerwony

Koralowiec czerwony

Turkus

Symbol powietrza i nieba.  Obdarza spokojem, nadzieją i siłą psychiczną...tarcza ochronna przed złem. Pogłębia intuicję, wyobraźnię i wrażliwość na piękno...podobnie jak koralowiec, zmienia barwę, gdy jego właściciel jest chory.


Turkus


Turkus

Tygrysie oko

Nazwany tak dlatego, bo podczas poruszania kamień "mruga" (zmienia barwę) jak oko kota. Podobno kamień ten potrafi uspokoić i ukoić ból głowy. Poza tym dodaje pewności siebie i polecany jest osobom borykającym się ze stanami depresyjnymi....Chroni przed "złym spojrzeniem",  pozwala pozytywnie mysleć, "uczy" tolerancji, przynosi satysfakcję z tego, co robimy, wnosi radość w życie i daje uczucie spełnienia.


Tygrysie oko


Kwarc niebieski

Ma uspokajającą energię, pozwala zapomnieć o stresujących sytuacjach, jakie wydzarzyły się w ciągu dnia. Pozwala obiektywnie i bez emocji patrzeć na siebie i innych, dodaje odwagi...
Kwarc Niebieski to podobno idealny kamień dla wiecznie niezdecydowanych.
W tym wisiorku użyłam też małego kawałka bursztynu, ale o "morskim złocie" niebawem.

Kwarc niebieski


Unakit

Mówią, że unakit to kamień, który pomaga w walce z chorobą. Ponadto ma moc godzenia tego, co było z tym, co jest. Pomaga znaleźć odpowiedzi na trudne pytania, wspomaga serducho. 

Wykonanie wisiora, który widzicie na zdjęciach zajęło mi sporo czasu :) Ramkę wycinałam trzy razy zanim otwory okazały się idealnej wielkości. Nie poddałam się...byłam uparta... Okazało się, że cecha wiecznie przeklinana przez moich najbliższych jest jednak bardzo cenna :)

Poniżej efekt moich wysiłków:


Unakit
Unakit



Na koniec jeszcze jeden wisior, co prawda z koralem ceramicznym imitującym jaspis, który wydał mi się jednak na tyle ciekawy, że postanowiłam go również wykorzystać:

Koralik ceramiczny



A jutro.....sama nie wiem....poczekajmy do jutra :)










niedziela, 5 stycznia 2014

WYRZYNARKA, czyli drewnianych ozdób czas


Dziś z zupełnie innej beczki.

Kilka lat temu poszukiwałam rzeczy, których jeszcze mogłabym spróbować i za sprawą wielu zbiegów okoliczności spotkałam....WYRZYNARKĘ.  Na początku tylko przyglądałam się jak jeden z podopiecznych placówki, w której zdarzyło mi się pracować, wycina ze sklejek różnej grubości niesamowite kształty...No i zamarzyłam o własnej.....

Na wymarzony prezent nie musiałam długo czekać. Wyrzynarka pojawiła się w moim domu za sprawą mojego taty, który (od kiedy pamiętam) zawsze wspierał pomysły córki i zachęcał do działania.  Odkupił ją od pewnego modelarza, któremu żona wydała na świat potomka, i który nie mógł więcej poświęcać czasu swemu hobby...

I tak oto moim przeznaczeniem stało się cięcie :)

Początki znajomości z WYRZYNARKĄ nie były proste, bo mimo wszystko jestem kobietą z bujną wyobraźnią i jestem obdarzona zaskakującą umiejętnością przewidywania przyszłości...a  raczej przewidywania czegoś, co może się źle skończyć...Prześladowały mnie wizje obciętych palców, w najlepszym razie poważnie zdartej skóry. Przeczucia stawały się silniejsze, gdy WYRZYNARKA  zaczynała kaszleć a sklejka uciekać spod włosia ale z biegiem czasu szło mi coraz lepiej. W końcu ja zaufałam WYRZYNARCE a WYRZYNARKA zaufała mi i odtąd współpraca zaczęła się układać.

Pierwsze ozdoby, jakie zdecydowałam się komukolwiek pokazać to były anioły. 
Drewno w połączeniu z lnem i sznurkiem...








potem pokryte farbą akrylową, kolorowe wesołe aniołki  :)





...a następnie inne stworzenia: koty, biedronki, sowy, ptaki, żaby, kurczaki, trolle .... i wiele innych....







(wzór "kuraka z jajem" zaczerpnęłam z jednej z gazetek z ozdobami wielkanocnymi)







...i wciąż powstają nowe...



WYRZYNARKA nauczyła mnie przełamywać strach...Dziś jest jeszcze wiertarka no i kolejny wspaniały gwiazdkowy prezent od taty: SZLIFIERKA STOŁOWA. Nie dojrzałam jeszcze do piły...tu wyobraźnia jest silniejsza, ale mam przecież kogoś, kto z przyjemnością posługuje się dla mnie tym narzędziem. :) 

Ps. dla spostrzegawczych: Fojutowo, to niewielka miejscowość w Borach Tucholskich warta odwiedzenia choćby ze względu na czyste powietrze ....i akwedukt :)