wtorek, 3 grudnia 2013

Myszy


Gdy przychodzi jesień, w domu przybywa nowych lokatorów - małych, włochatych i jakże słodkich ....MYSZY

Powiedziałabym, że mysz to idealna współlokatorka dopóki nie zbliża się noc, tudzież ranek, gdy człowiek ma jeszcze te kilka godzin snu a ona właśnie wtedy postanawia rozkręcić przyjęcie na strychu, pod podłogą, w ścianie albo za lodówką....

Kiedy cierpliwość zostanie mocno nadszarpnięta a twarz nabiera rysów zombie, postanawiamy rozstać się z nowym przybyszem.

Delikwentkę próbujemy łapać w plastikową butelkę, kartonik lub jakąkolwiek inną humanitarną pułapkę. Najpierw trzeba jednak mocno się postarać, zachęcić łakociami (najlepsza gorzka czekolada), by do niej weszła. 

Potem czeka się cierpliwie pół nocy, a jeśli dopisze nam szczęście to idziemy do lasu na romantyczny spacer pod gwiazdami z umorusaną czekoladą, szczęśliwą myszą. 
Znajdujemy bezpieczne miejsce, wypuszczamy mysz i z ulgą udajemy się w drogę powrotną. 

Wolnym krokiem wracamy do domu układając w głowie scenariusz snu.  Otwieramy drzwi i  po drugiej stronie widzimy................................  uśmiechniętą mysz czekającą  na nas z ciepłą herbatką....:)


Mimo wszystko myszy stały się dla mnie swego rodzaju inspiracją i postanowiłam "uwiecznić je we włóczce":























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz